Łowieniem pstrąga param się już dwadzieścia i trochę lat. Generalnie łowię na przepięknej rzece jaką jest Brda to piękna, dobra i czysta, córka szlachcianka ubogiego wędkarza. Brda w swoim szlachectwie jest rzeką bardzo wymagającą i nieprzewidywalną, ta rzeka uczy pokory i wymaga dużej cierpliwości i miłości. Łowiąc kilkanaście lat poznałem odcinki rzeki gdzie mogę trafić na „ kropka”, ale są takie odcinki -pozornie dobre, a „kropka” przez wiele lat na tych odcinkach nie złowiłem, choć z uporem maniaka co roku je obławiam. Prawdopodobnie „kropek” ma swoje ulubione odcinki rzeki.
Może zależy to od warunków termicznych rzeki. Na pstrąga wybieram się w marcu - jest to przedwiośnie. Pstrągi w tym okresie są mocno wychudzone nieco odrętwiałe i chimeryczne. W rzece jest mało pokarmu, więc do przynęty nie wyskakują tak jak w pełni sezonu. Dlatego na przedwiośniu wybieram odcinek rzeki o spokojniejszym z niezbyt bystrym prądem wody, miejscówki pstrągowe w marcu mało różnią się od tych w pełni sezonu.
Pstrągi stoją w głębokich zakrętach, pod karczami, w rynnach, pod burtami brzegowymi, w zwaliskach drzew, oszczędzając wydatek energetyczny, a zarazem mają doskonałe miejsca gdzie prąd wody zawsze je obdarzy pokarmem, w tym okresie pstrągi mogą praktycznie stać wszędzie. W póżniejszym okresie jak trochę się odżywią, będą zajmowaly już letnie kryjówki i terytoria z wodą bardziej dotlenioną, będą tam stały aż do tarła. Na przedwiośniu wybieram odcinek rzeki i bardzo dokładnie obławiam, potencjalne stanowiska pstrągów wręcz do znudzenia, nie raz pstrąg strzelił po dziesiątym czy piętnastym podaniu przynęty. Wybrany odcinek ma gdzieś 600 do 700m.
Najpierw obrabiam go idąc w górę rzeki, następnie schodzę w dół rzeki, takie obławianie zajmuje do sześciu godzin i wtedy wiem że zrobiłem to dokładnie, może to komuś wydawać się za mozolne, dla mnie nie, zawsze coś wydłubię -no może nie zawsze. Na przedwiośniu używam :woblery 6-7 cm.pracy agresywnej, ogonowej, raczej drobnej, takiej aby pstrąg w woblera trafił, kiedyś łowiłem na woblera, który chodził agresywnie, ale rzucał trochę na boki i pstrągi nie trafiały, jak trafił to się wypiął, dla mnie wobler musi iść drobnym agresywnym ściegiem wtedy wiem że pstrąg trafi.
Łowię na woblery własnej roboty mam trochę zapasu, kiedyś je robiłem, ale zapas kończy się, może zimą coś zrobię. Moje woblery są w jaskrawych kolorach oraz naturalnych, ale zawsze ma wobler akcent pomarańczy, uważam że ten kolor pomarańczy rajcuje pstrągi na przedwiośniu i na wiosnę, z moich obserwacji trwa to do kwietnia, a nawet do maja do rójki jętki. W między czasie jak żaby budzą się z letargu zimowego pstrąg objada się tymi płazami, stosuję woblery bardziej pękate leniwie pracujące oczywiście kolory naturalne: zieleń, żółć, brąz. Ten moment objadania się płazami trwa kilka dni. Następny okres to jak ciernik odbywa tarło, dobrze jest w woblerze zaakcentować kolor czerwony.
W tym okresie wybieram woblerki smukłe do 5cm o pracy bardzo drobniutkiej wręcz archaicznej, taki woblerek musi zawisać momentami w pół wody. Przynętę prowadzę przy burtach brzegowych, tam gdzie cierniki odbywają tarło, grupujące się w stadka cierniki, są mało ostrożne, a na to czekają pstrągi. Pomijając te dwa szczególne okresy, stosuję taktykę podobną jak przy łowieniu troci –rzut pod drugi brzeg i wolne prowadzenie aż pod nogi, w momencie wychodzenia woblera z łuku, zazwyczaj następuje branie, oczywiście jak pstrąg ma chęć coś przekąsić. Rzuty wykonuję trochę po skosie, czyli trochę pod prąd, wtedy wobler zatacza łuk i spływa do naszego brzegu.
Takie prowadzenie kontroluję kołowrotkiem, praktycznie wobler sam dryfuje, a ja tylko wprowadzam małe korekty pokręcając kołowrotkiem. Schodząc w dół rzeki, rzucam podobnie jak w górę rzeki, tylko w odwrotnym kierunku po skosie z prądem rzeki i pozwalam woblerowi spłynąć pod mój brzeg, a jak wobler jest pod moim brzegiem zaczynam łowić na „ leniucha „ przytrzymując go, manewrując szczytówką. Na” leniucha „ można też wykonać rzut z prądem, w rynienkę albo pod karcze czy burtę brzegową i przetrzymać go w nurcie, dłuższą chwilę pracując szczytówką.
Łowiąc tą metodą często zmieniam woblerki o innej kolorystyce i nieco innej pracy np. woblerek który lusterkuje imitując chorą rybkę która chce pokonać prąd wody. Oczywiście woblerki stosuję pływające, te woblerki mają to do siebie że można je wypuszczać z prądem rzeki i „leniuchować „Zasada jest taka na przedwiośniu nie śpieszymy się, ciekawe miejsca obławiamy kilkakrotnie zmieniając przynęty. W tym roku pierwszego marca byłem nad Brdą obławiałem mój odcinek rzeki, spotkałem spinningistę który chodził za pstrągiem, porozmawialiśmy i on pogonił dalej. Po jakimś czasie łowię pstrąga. W czasie wyhaczenia ryby pojawia się ów spinningista i mówi ja tu rzucałem i jest zdziwiony że ja w tym miejscu zlowilem rybę, pytam ile razy rzucał -mówi może cztery razy.
I wniosek sam narzuca się, dokładność i powolność na przedwiośniu. Ale kiedy wiosna jest już w pełni, pstrąg podkarmiony, stosuję taktykę tylko w górę rzeki, rzucam wobler pod prąd i sprowadzam z prądem dzieje się to szybko, po to aby pstrąg miał mało czasu do namysłu, mignie mu przynęta i jest natychmiastowy atak. Drugim sposobem rzut pod drugi brzeg pod prąd i sprowadzenie woblera do siebie w czasie prowadzenia przynęty należy podszarpywać szczytówką, bywa tak że pstrąg idzie za woblerem i przypatruje się i tryka w kotwiczkę i nie chce łyknąć woblerka, podszarpywanie szczytówką wprowadza wobler do bardziej agresywnej pracy, na pstrągu robi to wrażenie- myśli, że zdobycz chce mu uciec i następuje atak. Wiele razy miałem takie przypadki łowiąc pstrągi.
Generalnie łowię na woblery, ale nie unikam błystek obrotowych, łowię na nie wiosną i latem idąc w górę rzeki, rzut pod prąd i szybkie prowadzenie, oczywiście nie może to być chaotyczne łowienie, zawsze obrzucam domniemane stanowiska pstrąga po kilka razy, dobrze jest zmieniać przynęty to daje efekty, po obrzuceniu upatrzonych miejscówek wędruję dalej. Jakie blachy stosuję najbardziej lubię „comety” ale nie gardzę „longiem”, nie unikam „aglii” ”comety” sprawdzają się w łowieniu z prądem, „longiem” pod drugi brzeg tak trociowo i sprowadzamy do siebie.
Do maja nie łowię na mniejsze jak nr.2 lub nr 3 wagowo to jest 6, 7, 8.gr.kolorystyka jest urozmaicona, im bardziej jest zmącona woda tym jaśniejsza blacha. Na czystej wodzie sprawdzają się blaszki złote i miedziane. Ale najbardziej lubię łowić na obrotówki na małych ciurkach brodząc pod prąd, to jest coś pięknego. A teraz jaki sprzęt używam na przedwiośniu kiedy nie ma tak mocno zarośniętych krzaczorów brak liści na drzewach zabieram kijek 3m. cw. do 0-35gr.ten kijek sprawdza się do metod wyżej opisanych. Jak już trochę zarośnie zabieram kijek 2.70 cm cw. 5-20gr.obydwa spinningi mają akcję paraboliczną, taką lubię tak już mam. Pierwszy kijek Mikado MyslikSpin 300 mam go 11 lat oddał nieocenione usługi w pstrągowaniu, drugi to Dajwa Prokaster nowy ale już zaliczył pstrąga.
Do niedawna łowiłem Turnamentem HDC Super Fine Dragona cw 4-15 gr. dł 2.70 cm. ale złamałem szczytówkę i nie mogę nowej dostać. Łowiąc pstrągi stosuję tylko żyłki, na przedwiośniu używam od 0.22 do 0.25 mm. Zapomniałem o kołowrotku - kołowrotek powinien mieć duże przełożenie 5, 2do1 lub więcej tak aby za jednym obrotem korbki zwijał 80 do 90cm.żyłki wiąże się to z lowieniem z prądem, ponieważ przynętę prowadzimy szybko, ja stosuję Mitchell Premjum 5.57 do 1 oraz Shimano Katana 5, 2 do 1 tymi kołowrotkami dobrze mi się łowi.
Od maja stosuję żyłki od 0.18 do 0.20 mm w okresie rójki jętki znikam z Brdy i łowię okonie na jeziorze. Następnie od czerwca zaliczam Brdę aż do sierpnia w tym okresie łowię na woblerki i blaszki obrotowe wielkości od jedynki do dwójki, w tym okresie Brda jest mocno porośnięta są łany zielska, dlatego łowię na małe przynęty prowadzone pod powierzchnią, na gumki nie łowię, kilka razy miałem założoną, ale to nie to co wobler czy błystka. Tyle raport z Brdy z moich skromnych doświadczeń. ****
Połamania kija życzę **** jurekb...






Mamy już marzec - pstrągowania czas nadszedł. Jest to jeszcze trudny okres połowu potokowca. Ciągła huśtawka pogodowa "w marcu jak w garncu", zimna woda w rzece sprawia że pstrągi biorą chimerycznie. Budząca się przyroda, promienie słoneczne, zapach wiosny, zachęcają do wypadów na pstrąga. I chociaż pstrągi żerują w kratkę, bynajmniej nie jesteśmy bez szans.
Ryb szukamy w głębokich zakrętach, pod karczami, w rynnach, za kamieniami. Na przedwiośniu dobre są wolno płynące, szeroko rozlane płanie, ujścia rowów melioracyjnych, prostki, dlatego warto obławiać wszystkie potencjalne stanowiska pstrąga. Pstrągi mogą stać wszędzie. Schodząc z prądem rzeki stosujemy podobną taktyką jak przy połowie troci – rzut pod drugi brzeg i wolne prowadzenie. Dobrze jest wypuścić wobler pod karcz czy rynienkę i przetrzymać dłuższą chwilę w prądzie, manewrując szczytówką. W ciekawych miejscach, wykonujemy kilkanaście rzutów zmieniając przynęty. Czasami pstrąg walnie za piątym czy dziesiątym razem, nałeży wykazać dużo cierpliwości.






